|
Nie każdy redaktor naczelny musi
mieć w garażu samochód za 150 tysięcy złotych, prawda?
Wywiad z
Rafałem Olszakiem - twórcą serwisu cyfrografia.pl
Mariusz Korzeń: Gratuluje
wydania nowych filmów instruktażowych. Zdaje się, że po raz pierwszy wydałeś
pakiet składający się z 4 płyt. Cieszy się powodzeniem?
Rafał Olszak: Rzeczywiście,
to pierwsze czteropłytowe wydanie. Już w ofercie przedpremierowej fani
okazali znaczące zainteresowanie, za co jestem im bardzo wdzięczny. Jest dla
mnie duża motywacja do pracy, gdy otrzymuje informacje zwrotną w postaci
podziękowań za dobrze wykonaną robotę.
MK: Chodzą plotki, że już
pracujesz nad czymś nowym.
RO: Naturalnie, Cyfrografia
musi się rozwijać, zwłaszcza, że mam głowę pełną pomysłów.
MK: Konkurencja pewnie
zgrzyta zębami.
RO: Cóż, oby mieli dobrego
dentystę.
MK: A skoro już jesteśmy
przy konkurencji. W środowisku znana jest historia skopiowania twoich
pomysłu na filmy instruktażowe. Możesz coś na ten temat powiedzieć?
RO: Wiesz, w życiu jest
tak, że jedni tworzą i wdrażają nowe koncepcje, a inni są jak sępy. Ten
drugi rodzaj to zwykle osoby o mniejszej wyobraźni, które żerują na cudzej
kreatywności. Nie było dla mnie dużym zaskoczeniem, że ktoś żeruje na mnie,
choć przyznam, szczerze rozbawiło, że zrobił to w tak bezczelny sposób.
MK: Faktycznie, z tego co
mi wiadomo, ten przypadek nie ma żadnego związku z subtelnością, ale czy
zechciałbyś ujawnić szczegóły czytelnikom?
RO: [śmiech] Widzę, że nie
odpuszczasz… Swego czasu kontaktowałem się z Agnieszką Wawrzyniecką,
redaktor naczelną czasopisma PSD o Photoshopie. Wszystko zmierzało do tego,
że moje filmy miały zostać opublikowane na płycie CD załączonej do pisma.
Doszliśmy w korespondencji do momentu, gdy miała paść konkretna propozycja
ze strony Pani redaktor. Nie doszło do tego, ponieważ Pani Agnieszka
opublikowała własne filmy instruktażowe i już nigdy więcej nie odezwała się
do mnie. Dziwnym zbiegiem okoliczności korzystała z dokładnie tego samego
oprogramowania co ja, a tematyka i tytuły późniejszych filmów bardzo
pokrywały się z treścią moich.
MK: Czy nie uważasz, że ten
przypadek kwalifikuje się do sądu?
RO: Wiem jak działają
polskie sądy i to mnie wystarczająco zniechęca. Ponadto wierzę, że ludzie
mają dość rozumu w głowie by samemu ocenić tą sytuację. I nie obawiam się
zanadto tego rodzaju konkurencji, ponieważ głos pani redaktor zniechęca do
dalszego oglądania filmów po kilku minutach… ale to już moja subiektywna
ocena. Los jest mściwy i Pani Agnieszka Wawrzyniecka doczeka się
wynagrodzenia za swoje postępowanie. Zresztą, jeśli mowa o wynagrodzeniu…
posiadam wszystkie filmy jej autorstwa. Podobnie jak pozostałych nieudolnych
naśladowców. Interesująca kolekcja. Poprawia mi humor, zwłaszcza w
momentach, gdy lektorzy używają moich słów. Zachęcam do zapoznania się z ich
materiałami.
MK: Chyba jednak w głębi
boli Cię to?
RO: „Im więcej kopii, tym
większa wartość oryginału”.
MK: No dobrze, a może w
takim razie opowiesz coś o początkach Cyfrografia?
RO: W gruncie rzeczy nic
nadzwyczajnego. Pragnąłem dzielić się swoją pasją z innymi. Tak było i jest.
Mam nadzieje, że robię to skutecznie. Wczesne początki były bardzo
amatorskie, ale myślę, że stali czytelnicy obserwują rozwój. Myślę, że
najważniejszą zdolnością człowieka, jest umiejętność robienia czegoś z
niczego. Brak mi dystansu do własnej historii, ale wydaje mi się, że być
może stanowi dobry przykład. Jednostka przemnożona przez wielkość własnej
pasji. Teraz nasza społeczność jest już bardzo duża, o czym świadczy
chociażby liczba nadesłanych prac na ostatni konkurs fotograficzny – było
ich ponad tysiąc! Nawet nie marzyłem o takim zainteresowaniu Cyfrografią. W
konsekwencji oddałem się jej zupełnie.
MK: Istotnie, pewnie
dlatego przedstawiono mi Ciebie nie z imienia i nazwiska, a słowami „to jest
właśnie cyfrografia”.
RO: [śmiech] Po prostu
trzymam się na uboczu. To pozwala mi trzeźwo oceniać sytuację. Zabrzmi to
oczywiście marketingowo, ale po prostu ważniejsze są dla mnie kontakty z
klientami, niż uścisk dłoni jakiegoś prezesa czy redaktora naczelnego.
Środowisko fotograficzne jest nadmiernie przesiąknięte żądzą pieniądza. A
Cyfrografia egzystuje sobie na innej wyspie. I dobrze. Nie każdy redaktor
naczelny musi mieć w garażu samochód za 150 tysięcy złotych, prawda?
MK: Podobno prowadzisz
nawet działalność charytatywną?
RO: To już jest temat, na
który nie zamierzam rozmawiać.
MK: Rozumiem. Paradoksalny
z Ciebie człowiek. Z jednej strony prowadzisz stronę internetową pełną
bezpłatnych informacji, z drugiej konsekwentnie sprzedajesz filmy
instruktażowe. Niewielu w środowisku zna Cię z imienia i nazwiska, ale mało
kto nie słyszał o Cyfrografia.pl Z jednej strony schlebiasz, z drugiej
jesteś jednym z niewielu źródeł recenzji obiektywnych aż do bólu. Co z Tobą?
RO: Mama zawsze mówiła, że
jestem solą w oku. I rzeczywiście, nazywam rzeczy po imieniu. W świecie
sponsorowanych artykułów, pseudo-recenzji i czasopism, gdzie co druga strona
to reklamy, musi istnieć jakaś alternatywa. W gruncie rzeczy jestem
malkontentem, tyle tylko, że działającym. Nie podobało mi się wertowanie
opasłych podręczników – wprowadziłem filmy na rynek. Nie podobała mi się
przepełniona po brzegi reklamami prasa – wprowadziłem Cyfrografię. Nie
podobała mi się wiedza, jaką znajdywałem w Internecie – założyłem
www.cyfrografia.pl. Taka forma malkontenctwa uzależnia. Nie tylko mnie.
Wiele razy słyszałem od klientów słowa „nie wyobrażam sobie nauki Photoshopa
bez filmów”. Cyfrografia nabiera wiatru w skrzydła dzięki czytelnikom.
MK: I stad przeobrażenie
biuletynu w czasopismo Cyfrografia?
RO: Naturalnie. Tylko
czytelnicy kształtują Cyfrografię. Tylko od nich zależy, czy taka forma się
przyjmie i rozwinie. Mam nadzieje, że kolejny numer czasopisma będzie dużo
bardziej profesjonalny. Są czytelnicy, którzy pamiętają pierwszy numer
magazynu rozsyłany w formie zwykłego e-maila. Cyfrografia rośnie właśnie
dzięki takim ludziom, którzy wspierają słowem – często krytycznym – oraz –
nie ukrywajmy – finansowo poprzez zakup filmów.
MK: Gdy Cię poznałem,
myślałem, że jesteś po prostu pasjonatem, człowiekiem pełnym entuzjazmu, ale
teraz gdy siedzę przed Tobą mam wrażenie, że widzę obłęd w twoich oczach.
RO: [śmiech] Nazywaj to jak
chcesz. Pamiętaj jednak, że CYFROGRAFIA to rodzaj żeński.
MK: Więc?
RO: Gdy mężczyzna kocha
kobietę…
|