|
Wystawa 13 luty - 27 luty 2006
Galeria PAUZA,
Kraków ul. Floriańska 18/5

Na stronie internetowej galerii www.pauza.pl czytamy:
Krótka historia legendy
Kalendarz Pirelli był wydany po raz pierwszy w 1963 roku przez Pirelli
Limited - brytyjską spółkę stowarzyszoną działającą w ramach Grupy i miał na
celu zrównanie działalności promocyjnej z poziomem centrali. Ponieważ
kalendarz nie był znany, a był silnie kojarzony z oferowanymi przez firmę
produktami, jego pierwsze wydanie, ze zdjęciami wykonanymi przez Terence'a
Donovana, odniosło umiarkowany sukces. Jednak dwanaście miesięcy później,
przyjęta przez firmę Pirelli strategia okazałą się strzałem w dziesiątkę i
sprawiła, że kalendarz stał się światowym hitem i utrzymał się na tej
pozycji przez prawie 40 lat.
Strategia ta opierała się na wszystkim co najlepsze. Do tworzenia kalendarza
firma Pirelli zawsze wykorzystywała najlepszych dyrektorów artystycznych,
najlepszych fotografików, najznamienitsze modelki, najatrakcyjniejsze plany
zdjęciowe, najlepszych stylistów, grafików, najlepsze drukarnie oraz
najlepsze materiały.
Wydanie na rok 1964, nie zawierające ilustracji opon na stronach każdego
miesiąca, wykreowało kalendarz Pirelli na światowej sławy gwiazdę oraz
dopuściło go do uzyskania niezliczonych honorów. Zdjęcia, wykonane przez
fotografa grupy the Beatles Roberta Freemana pod kierunkiem kierownika ds.
reklamy firmy Pirelli UK Dereka Forsytha jako dyrektora artystycznego,
zostały zrobione na plażach i poza plażami w południowej Francji. Były one
seksowne, a jednocześnie ciepłe i przyjazne, aczkolwiek nadal szokowały
Wielką Brytanię nieśmiało wychylającą się z surowości lat pięćdziesiątych.
Wiele osób widziało kalendarz takim jakim był, a był najbardziej kreatywnym
dziełem fotografiki stworzonym przez nową elitę, pośród której znalazł się
David Bailey, Terence Donovan, Brian Duffy oraz Robert Freeman.
Ujęcia do kalendarza Pirelli na 1965 rok wykonał na Majorce Duffy. Dzięki
nim kalendarz odniósł kolejny sukces kontrowersyjności, stał się pewnego
rodzaju radykalnym symbolem swoich czasów. Kalendarz Pirelli na 1966 rok
zrodził się z weny. Zawierał on zdjęcia zrobione przez Petera Knappa w
Maroku. Był mieszanką erotyzmu, złośliwości oraz delikatnego pogwałcenia
zasad i twardo podążał drogą do międzynarodowej sławy.
Do wydania na rok 1968 - kontrowersyjny kalendarz "odpoczywał" w 1967 roku -
Harri Peccinotti w Tunezji za pomocą fotografii zinterpretował starożytną i
współczesną poezję miłosną. Stworzył on kolekcję zawierającą ujęcie
"słonecznika", które stało się znakiem szczególnym tego kalendarza. W 1969
roku Peccinotti nie korzystał z profesjonalnych modelek, ale po prostu
fotografował młode studentki na plażach Kalifornii.
Podobnie jak Peccinotti, Francis Giacobetti robił fotografie do dwóch
kolejnych kalendarzy Pirelli. Jego dziewczyny na rok 1970 i 1971
sfotografowane w czarno-białej konwencji na plażach wysp Bahama zapierały
dech w piersiach. Do tego czasu, większość Brytyjczyków pragnęła posiadać
egzemplarz kalendarza Pirelli. Wśród odbiorców kalendarza oprócz klientów
firmy znajdowały się takie osobistości jak Książe Philip i Charles, premier
Edward Heath i Harold Wilson, nawet John Lennon osobiście zjawił się w
siedzibie firmy Pirelli w Londynie, aby wziąć dla całej swojej grupy
egzemplarze kalendarza na rok 1971. W roku 1972, kalendarz opuścił plaże i
przeniósł swoją scenerię do willi les Tilleuls na przedmieściach Paryża.
Właśnie tam, Sarah Moon - była modelka i pierwsza kobieta fotograf
współpracująca przy powstawaniu kalendarza, stworzyła kolekcję delikatnych i
mniej kontrowersyjnych zdjęć.
W kolejnym roku kontrowersyjność powróciła ze zdwojoną siłą. Zdjęcia
stanowiły wspólne dzieło bardziej znanego artysty Allena Jonesa, dyrektora
artystycznego Forsytha, Briana Duffy'ego oraz Philipa Castle. Obrazy były
mocne, sporne i oczywiście odniosły sukces. W jakim kierunku firma Pirelli
pójdzie następnym razem?
Szwajcarski fotograf Hans Feurer zabrał miłośników kalendarza Pirelli z
powrotem na plaże. Jego fotografie na rok 1974, które miały zakończyć
pierwszą fazę życia kalendarza, zrobione były na Seszelach i uznano je za
istotę kalendarza. Do roku 1974 liczba zwolenników kalendarza była ogromna.
Otrzymał on od prasy miano "najznamienitszego światowego symbolu statusu
biura" oraz "najbardziej ekskluzywnego na świecie podarunku noworocznego".
Zatem nie było zdziwienia, gdy decyzja firmy Pirelli o zaprzestaniu
wydawania super-kalendarza uzyskała nadzwyczaj szeroki oddźwięk w mediach,
nawet większy niż przy jakimkolwiek z nowych wydań kalendarza. Niestety, dwa
kryzysy naftowe spowodowały, że rozbawiona Europa spoważniała. Był to okres
drastycznych cięć budżetowych. Tak drastycznych, że nawet wydawanie słynnego
kalendarza musiało zostać okresowo zawieszone.
Potem, cisza. Powiedzmy, prawie cisza. Wiele spółek próbowało kontynuować od
miejsca, gdzie firma Pirelli zaprzestała, ale większość imitacji
podsumowywana była stwierdzeniem, że właśnie tacy są naśladowcy firmy
Pirelli.
Ale w roku 1984 kryzysy naftowe były już tylko wspomnieniem i działalność
firmy miała się znacznie lepiej, więc kalendarz powrócił. Fotografie z plaż,
które prezentowały modelki "ubrane" we wzór bieżnika opon Pirelli P6,
wykonane przez Uwe Ommera Bahamiana i zrodzone w głowie nowego dyrektora
artystycznego Martyna Walsha przywitano z otwartymi ramionami. Genialne i
ekscytujące ujęcia żony Davida Bowie - Iman oraz Anny Andersen na rok 1985,
zrobione przez królewskiego fotografika Normana Parkinsona, były
zwieńczeniem pomyślnego powrotu. Wydanie każdego nowego kalendarza Pirelli
stało się wyjątkowym wydarzeniem społecznym roku.
Bert Stern - ostatnia osoba, która fotografowała Marylin Monroe wykonał
ujęcia do kalendarza na rok 1986, z wykorzystaniem obrazów zleconych do
wykonania studentom Królewskiej Akademii Sztuk Pięknych w Londynie (Royal
College of Art). Czarne modelki były tematem fotografii Terencea Donovana
wykonanych w brytyjskim studiu do kalendarza na rok 1987. Barry Lategan, z
pomocą Gillian Lynn - pani choreograf z Broadwayu i West Endu, stworzył w
stylu baletowym nieśmiertelny kalendarz Pirelli na rok 1988. Amerykanka
Joyce Tenneson wykorzystała wielkoformatowy aparat typu Polaroid, aby
uzyskać doskonały rezultat w roku 1989, zaś Arthur Elgort, myśląc już o
Igrzyskach Olimpijskich w Hiszpanii, które miały się odbyć w 1992 roku,
stworzył do kalendarza na 1990 rok serię zdjęć, gdzie jedyną modelką byłą
Leni Reifenstahl.
Clive Arrowsmith to kolejny fotograf współpracujący przy tworzeniu
kalendarza Pirelli dwukrotnie. Na 1991 rok przygotował on we Francji
kolekcję "bohaterek", a jego zdjęcia zrobione w Hiszpanii do wydania na 1992
rok prezentowały chiński horoskop. John Claridge zabrał swoje modelki na
Seszele, aby zrealizować sesję zdjęć do kalendarza na 1993 rok. Na
fotografiach ponownie wystąpił jako gwiazda motyw bieżnika opon P6, aby
uczcić dziesięciolecie ich istnienia. Kalendarz już od dawna stanowi stałą
pozycję w portfolio strategii przekazu stosowanej przez międzynarodową Grupę
Pirelli, w związku z tym, wraz ze zwrotem w firmie Pirelli w latach
dziewięćdziesiątych, potrzebne były także nowe pomysły do kalendarza.
Pojawiły się one w formie fantastycznych zdjęć supermodelek: Cindy Crawford,
Kate Moss, Heleny Christensen i Karen Alexander zrobionych przez Herba Ritta
pod kierunkiem dyrektora artystycznego Dereka Forsytha - twórcy kalendarza.
Właśnie taka zmiana kierunku była objawieniem, którego niezwykle wytrwały
kalendarz Pirelli potrzebował. Na rok 1995 pojawiły się zdjęcia "Czterech
pór roku" zrobione przez Richarda Avedona, którego wybitna kariera nie
obejmowała do tej pory zdjęć do kalendarzy. Na zdjęciach uznawanych za
najbardziej zachwycające w historii kalendarza, supermodelki Naomi Campbell,
Christy Turlington i Nadja Auermann oraz nowo wykreowana Farrah Summerford
użyczały swego ciała każdej z czterech pór roku.
Nastassja Kinski, Carre' Otis, Eva Herzigova i Kristen McMenamy ukazywały
swoje piękno na zdjęciach wykonanych przez Petera Lindbergha na Pustyni
Mojave w Kalifornii do kalendarza na 1996 rok - pierwszy prawdziwie
czarno-biały kalendarz Pirelli. Przy tworzeniu kalendarza na rok 1997,
Richard Avedon dołączył do grona sześciu fotografików, którzy wykonywali
zdjęcia do więcej niż jednego wydania kalendarza. Jego kolekcja "Kobiety
świata" odniosła ogromny międzynarodowy sukces i wniosła ogromny wkład w
uwiecznienie legendy kalendarza Pirelli.
Wiek widziany przez obiektyw aparatu
Od 1964 roku Kalendarz odzwierciedla ewolucję kultury i smaku naszego
społeczeństwa. Z okazji wystawy Kalendarza Pirelli zorganizowanej w Palazzo
Grassi w Wenecji w lutym, odtwarzamy kilka fragmentów z wprowadzenia do
katalogu, które zostało napisane przez włoskiego dziennikarza i pisarza
Guido Vergani.
Był rok 1962. Brytyjska spółka stowarzyszona Pirelli Ltd. poszukiwała nowej
strategii komunikacji, aby osiągnąć pozycję na równi z macierzystą spółką we
Włoszech, która dzięki inteligentnemu posunięciu na początku XX wieku, a
mianowicie zaangażowaniu utalentowanych artystów takich jak Marcello
Dudovich i Leopoldo Metlicowitz, przyczyniła się do trwałych zmian
stylistyki reklam w Europie.
Ktoś z londyńskiego biura wyszedł z pomysłem opracowania ściennego
kalendarza. Chociaż nie był to pomysł zupełnie nowy, miał on taką przewagę,
że był już wypróbowanym i przetestowanym środkiem komunikacji. Leyland -
Brytyjski producent samochodów był pierwszym, który wykorzystywał formę
kalendarza w swojej strategii promocyjnej. Jego zdzierany kalendarz ścienny
zaprojektowano do wieszania w szoferkach ciężarówek. W 1949 roku dzięki
firmowemu kalendarzowi wykreowana na gwiazdę została przepiękna, młoda Norma
Jean Baker (Marilyn Monroe), a sam kalendarz sprzedał się w co najmniej
ośmiomilionowym nakładzie. W 1956 roku spółka Mintex Corporation wydała swój
kalendarz, wychwalający obficie obdarzoną przez naturę Dianę Dors, która
pruderyjnie okrywa się prześwitującym szalem. Właśnie w ten sposób zrodził
się Kalendarz Pirelli na 1963 rok. Kalendarz, który już przez długi czas
utrzymuje status niemożliwego do zdobycia. Niewielka liczba egzemplarzy
stanowi cenną własność garstki szczęśliwych kolekcjonerów.
Kalendarz Pirelli zrodził się o świcie wieku rozpusty i wyzwolenia. Gdy
popełnione błędy przeszłości były powszechnie uznane za ogromne, a nowa
dekada przyniosła śmierć przepastnym demagogiom i beznadziejnie głupim
ideologiom, w latach sześćdziesiątych miało miejsce nagłe otwarcie i
przypływ osobliwości: II wojna światowa i jej następstwa przeszły do
historii, a rany zaczęły się zabliźniać. Trwała "zimna wojna". Za jej punkt
kulminacyjny można uznać wypadki w Zatoce Świń w kwietniu 1961 roku i
kubański kryzys atomowy z października 1962 roku. Pojawienie się muzyki pop
udzieliło młodemu pokoleniu nowego głosu i huśtali się oni w rytm muzyki
pierwszego singla Beatlesów "Love Me Do". Kultowy piosenkarz młodzieży - Bob
Dylan przestrzegał, że coś wisi w powietrzu, że coś "roznosi wiatr", a jego
słowa stały się czymś w rodzaju motywu przewodniego nowego etosu w muzyce:
pacyfizmu, dzieci kwiatów, ruchu hipisowskiego, manifestacji studentów
przeciw wojnie w Wietnamie, otępienia egzystencjalnego tych, którzy czuli
się "jak toczące się kamienie".
W tym czasie, we Włoszech nastał okres intensywnych przemian politycznych.
Objęły one ostre interwencje Watykanu odnośnie zagadnień moralnych,
połączone z zawstydzająco błahymi pobudkami cenzorskimi cnotliwej klasy
średniej, która tłumnie manifestowała w Mediolanie opluwając niepowtarzalną
La Dolce Vita (1960) Federico Felliniego. "Nasze modelki często żądały
wyższego wynagrodzenia" - powiedział Peter Knapp w odniesieniu do stosunkowo
pruderyjnych fotografii do Kalendarza Pirelli na rok 1966, - "ponieważ
kalendarz uznawało się za granicę przyzwoitości". Biorąc pod uwagę bardziej
reakcyjne poglądy kraju, było sprawą oczywistą, że werdykt Włoch będzie
znacznie bardziej drastyczny. Podczas, gdy w Wielkiej Brytanii rok 1966 był
rokiem minispódniczek, rozkwitem tańczącego Londynu, w którym ulice Biba's,
Kings Road i Carnaby Street zalecały skandaliczną modę, krzykliwe kolory
oraz wygląd "trampa", Włochy przeszywał dramatyczny napływ dewocyjnego
oburzenia. Erotyka Kalendarza Pirelli była czymś wstrętnym, w związku z czym
"firmowy gadżet" został wypuszczony w 1965 roku, przy śmiertelnej ciszy
wśród mediów, jako specjalna nagroda zarezerwowana dla niewielkiej grupy
uprzywilejowanych klientów, sprzedawców opon i właścicieli warsztatów.
Jedynym pismem, które zamieściło wzmiankę odnośnie tego wydarzenia,
odbywającego się w hotelu Carlton w Londynie, był the Sun - niedawno
powstała gazeta codzienna.
Mit Kalendarza Pirelli zaczął się tworzyć. Wkrótce przedmiot fanatyzmu
wywrócił świat do góry nogami. O "Kalendarzu" pisano nawet w the Financial
Times, a jego poprzednie wydania sprzedawały się na aukcjach po
niewyobrażalnych cenach.
W połowie lat siedemdziesiątych, wojna Yom Kippur i nierozwiązany problem
Bliskowschodni były zwiastunem mającego nadejść embarga na ropę naftową dla
Zachodu, które doprowadziło do zniszczenia przemysłu motoryzacyjnego, a
wskutek tego sektora zajmującego się produkcją opon. W Europie zaczęto
stosować bardzo surowe zasady, które obejmowały redukcje oświetlenia
ulicznego, zakazy korzystania z pojazdów w niedziele, wczesne zamykanie kin
i nocnych klubów oraz istniało zagrożenie skrócenia o połowę tygodnia
roboczego. Dla firmy Pirelli i jej nowego partnera - firmy Dunlop nie był to
odpowiedni czas na pobłażanie swawolom w zakresie dekoracji ściennych i być
może na ich decyzję o zredukowaniu wydatków właśnie o koszty Kalendarza
wpłynęła troska, która miała na celu uniknięcie powtórzenia się historii.
Tylko takie działanie mogło zapewnić trwały sukces firm. Śmierć Kalendarza
ogłoszono dnia 27 marca 1974 roku ku ogólnemu przerażeniu. "O, nie!" -
lamentował the Sun - "Wyrzucili na bruk wszystkie dekoracje ścienne!" Tytuł
okalał zdjęcie Dyrektora Generalnego firmy Pirelli UK z garstką zdjęć
dziewczątek. Bezpośredni konkurent tegoż dziennika - the Daily Mirror,
poświęcił rozkładówkę na pożegnanie Kalendarza.
W 1975 roku, aktor David Niven w słowie wstępnym umieścił epitafium dla
najlepszej z najlepszych dekad firmy Pirelli (sprzedano ponad 60.000
egzemplarzy) oraz wypowiedział się na temat, jak Kalendarz ukształtował
marzenia setek mężczyzn. Inni obserwatorzy stwierdzali, że Kalendarz Pirelli
utrzymując się na fali zmieniających się prądów sztuki współczesnej, filmów
podziemia i drukarskich środków przekazu, przyniósł masom awangardę.
Los zrządził, ze kolejne lata po zarzuceniu wydawania Kalendarza Pirelli
były także latami gospodarczych problemów z jakimi borykały się Włochy. Kraj
ten został zdruzgotany terroryzmem napierającym z obydwu krańców
politycznego spektrum. Pod koniec 1982 roku podjęto decyzję wskrzeszenia
kalendarza, co nie oznaczało jednak zakończenia się trudności Grupy. Jej
burzliwe małżeństwo ze spółką Dunlop rozpadło się, a firma musiała wydać
miliony funtów na odszkodowania i spłaty kapitału. W kolejnym roku Pirelli
UK odnotowało straty w wysokości 27 milionów funtów i nastąpiły drastyczne
cięcia. Nie chodziło wcale o pobudzenie działalności, ale o odnowienie jej,
w związku z tym wysłanie w świat wiadomości miało kolosalne znaczenie. Jedną
z takich wiadomości było powierzenie wydania na 1984 rok nowemu dyrektorowi
artystycznemu Martynowi Walsh, który rozpisał pomyślną kampanię wyborczą dla
Margaret Thatcher w 1979 roku. Stojąc twarzą w twarz z poważnymi problemami,
inwestowanie w tak drobną pozycję musiało dla niektórych wyglądać na
krótkotrwały ratunek. Jak się okazało, posunięcie to przyniosło firmie
szczęście, gdyż finanse Pirelli UK oraz pozostałych spółek działających w
ramach Grupy poprawiły się wcześniej niż się tego spodziewano. Kalendarz
odzyskał swoją moc. Na poziomie reklamy, nie wystarczające już było
prezentowanie piękności w różnych stadiach rozbierania się lub manipulowanie
downplay erotyzmem. Odpowiedź leżała, tak się przynajmniej wydawało, w
podążaniu śladem tradycji kalendarza Pirelli, a konkretnie, w zdaniu się na
jakość zdjęć i bystrość aluzji stylu. Dyrektorzy firmy Pirelli nie musieli,
ani szokować, ani przesadzać ani też martwić się o księgowych tworzących
problemy. Okazało się, że dział ds. reklamy i PR Grupy potwierdził, że
Kalendarz kosztuje firmę mniej niż piętnastominutowy film reklamowy w
ogólnokrajowej telewizji, a jest znacznie bardziej skuteczny pod względem
kreowania wizerunku firmy Pirelli...
...Kalendarz stał się niezaprzeczalnym tematem wiodącym oraz przestał być
obiektem dokładnych analiz księgowych. Zaowocował większą swobodą w zakresie
niekonwencjonalnych wyborów począwszy od wydania na 1989 rok.
W ciągu pierwszych trzydziestu paru lat wydawania Kalendarza Pirelli,
powstała wyjątkowa kolekcja obrazów: od srebrzystego uda wyłaniającego się
spod szlafroka z lutego 1964 roku do języka liżącego sorbet ze stycznia
1969; od wyrzeźbionych piersi maja 1973 roku do wodnego przesytu z września
1974 roku; od tła bieżnika opon z roku 1984 do niepokojącego półmroku z 1987
roku; od podejścia mens sana in corpore sano w serii z 1990 roku do
zmysłowej siły rozmarzonej Cindy Crawford; od zbliżeń Petera Lindbergha do
najnowszych obrazów Richarda Avedona. Ponad trzy dekady wizualnej kultury, w
której stare fantazje zostały zastąpione całkiem nowymi, reprezentującymi
kulturę naszej obecnej ery opartą o obrazy. Ogólnie przyjęte normy, w tym
powszechna tolerancja i wyobrażenie o tym, co jest moralne a co nie,
zmieniły się wraz z upływającym czasem. Gusty i style przychodzą i
odchodzą...
...Kalendarz Pirelli pozostaje.
Powrót do strony wydarzeń |