|
GALERIA PROJEKT
ZAPRASZA NA OTWARCIE WYSTAWY FOTOGRAFII
AGNIESZKI KOSIEC
"SPÓJRZ MI W OCZY"
W PONIEDZIAŁEK 8 STYCZNIA 2007 ROKU O GODZINIE 17.00
W URZĘDZIE MIEJSKIM ZIELONA GÓRA UL. PODGÓRNA 22

fot. Agnieszka Kosiec
Na obcych się nie patrzy. Na "innych" się nie patrzy. Od chorych odwraca się
wzrok. Ja skierowałam swój obiektyw na niepełnosprawnych z żarskiego
Stowarzyszenia "Radość Życia". Dopiero wtedy zobaczyłam jacy są piękni i
radośni.
W fotografii najważniejszy jest dla mnie człowiek. Nie czuję się najlepiej w
kreowaniu rzeczywistości, za to lubię obserwować. Stąd moja słabość do
fotoreportażu. Sprawia mi przyjemność poznawanie nowych ludzi, przełamywanie
barier. I moich. I innych. Nie jest łatwo pozować fotografowi. Modeli tak
spontanicznych i naturalnych nie miałam dawno.

fot. Agnieszka Kosiec
Pierwszy czarno-biały negatyw wypstrykałam na aparacie taty i to on pomógł
mi go wywołać. I tak się zaczęło... Studia, akademickie koło fotograficzne,
gazeta studencka. Nie było dnia żebym nie słyszała dźwięku migawki i tak mi
zostało... Dziś jestem członkiem Lubuskiego Towarzystwa Fotograficznego i
robię zdjęcia dla Gazety Wyborczej. Wciąż niedoścignionym ideałem są dla
mnie fotografie zebrane przez Edwarda Steichena i zaprezentowane jako „The
Family of Man”. Do tej pory wzięłam udział w 10 wystawach. „Spójrz mi w
oczy” jest pierwszą indywidualną. Za zestaw 6 zdjęć z tego cyklu otrzymałam
Grand Prix XVI Wojewódzkiej Wystawy Fotograficznej Żary 2006.
Agnieszka fotografując osoby niepełnosprawne, podjęła bardzo trudne
wyzwanie. Wykonała serię zdjęć, fotografując osoby przez nas odrzucane i
niechciane. Osoby, o których się milczy i rzadko fotografuje. Robert
Półkośnik powiedział: „Świat, w którym żyją ludzie upośledzeni umysłowo,
postrzegany jest przez nas - ludzi zdrowych, jako tragiczny”. Jednak, w tych
zdjęciach czuje się raczej radość i ciepło. Widać też łatwość, z jaką
autorka nawiązywała kontakt z fotografowanymi. Dzięki uśmiechom, wielu znich
wygląda na zdjęciach zupełnie normalnie. Dobro i szczerość emanuje z
poszczególnych postaci. Widać, że fotografowani nie dbają o pozę, jaką
przybierają osoby „normalne”. Bezradność fotografowanych świadczy o sile
przekazu tej serii zdjęć.Oglądając telewizję ludzie „normalni” coraz
bardziej oswajają się z niepełnosprawnością, która z czasem staje się dla
nich obojętna. Takie zdjęcia potrafią to zmienić. Siła prawdy zawarta w tych
fotografiach pochodzi z czysto dokumentalnej estetyki. Autorka przekazuje
nam wiernie świadectwo miejsca i czasu. Widać, jak bez żadnej kreacji odbiło
się to w świadomości fotografa. Codzienne doświadczenie wskazuje, że
niepełnosprawnych łatwiej odsuwać niż im pomagać. Może, kiedy zaczniemy
traktować niepełnosprawnych jako „normalnych”, zaczniemy naprawdę widzieć,
słyszeć i czuć. Musimy pamiętać, że w ludzkiej świadomości istnieje od
zawsze, dobro i zło. Doskwiera nam to, że nie ma nas kto wysłuchać, ale sami
zapominamy słuchać innych. Niby patrzymy, a nie zauważamy. Najlepszym
dowodem na to, są te fotografie. Autorka dopuściła nas do tajemnicy bycia
wśród ludzi. Niepełnosprawni często swoją obecnością czynią więcej dobrego
niż niejeden „sprawny”. „Dla większości z nas, człowiek niepełnosprawny
znaczy - nie Ja”. Jednak wszyscy jesteśmy mniej lub bardziej
niepełnosprawni” - powiedział Adam Hayder. W osobach, z tych fotografii
odczuwamy prawdę - ponadczasową, ponadosobową. Za pośrednictwem fotografii
jesteśmy zmuszeni do konfrontowania się z ogromną ilością ludzkiego
nieszczęścia. Roland Barthes wyraził to stwierdzając, że „przed
wynalezieniem fotografii nic nie mogło nas tak przekonująco upewnić, że coś
naprawdę istniało, że coś miało miejsce”. Groza, jaką niesie zapis
fotograficzny, może być do pewnego stopnia przeniesieniem autentycznej grozy
utrwalonej sytuacji. Zdjęcia zmuszają nas do kontaktu z cierpieniem, bólem,
na który z reguły nie jesteśmy w stanie zareagować. Możemy wzruszyć się lub
oburzyć, by w końcowym efekcie zaakceptować poczucie bezradności. „Kiedy się
już widziało takie zdjęcia, wkroczyło się na drogę, przy której obejrzeć
można więcej. Obrazy paraliżują" pisała Susan Sontag. Obcowanie z
niepełnosprawnością utrwaloną na zdjęciach, doprowadziło do opatrzenia się z
nią, do traktowania jej niemalże jako naturalnej, nieuniknionej i, co
najgorsze - odległej. W rezultacie zmusza to do konkluzji, że fotografia
społeczna przyczyniła się do uśpienia sumień. Fotografie same nie są i nie
będą dokumentem. To fotograf dokumentuje swoją wrażliwość na cierpienie.
Zdjęcia przeistaczają się w swoiste opowiadanie. Można je traktować jako
odsłony nieustannego spektaklu, który dzieje się na scenie świata.
Anselm Adams mówił „Wydaje mi się, że pojawiam się na czas w miejscach,
gdzie Bóg daje znak, abym nacisnął spust migawki”.
Wystawa ta to żywy opis zdarzeń i faktów, znanych autorce z bezpośredniej
obserwacji. Te odczucia nasuwają się po oglądnięciu zdjęć Agnieszki. Wydaje
się, że osoby za zdjęć za chwilę zaczną zadawać nam pytania. A my
sprawdzimy, jak wygląda świat po drugiej stronie lustra. Po jednej stronie
są Oni - niepełnosprawni, po drugiej My – obserwatorzy zdarzeń.
Paweł Janczaruk
Powrót do strony wydarzeń |