|
Sporo cyfrówek miałem w rękach, więc stałem się wybredny. Na pierwszy
rzut oka wszystkie cyfrowe kompakty wydają się takie same – lśniące, srebrne
obudowy, dosłownie kilka przycisków, monitor zastępujący wizjer... A jednak
wśród ogromnej liczby kompaktów niektóre modele przyciągają wzrok
interesującą stylistyką. Niestety nie zawsze ergonomia jest równie
atrakcyjna. Aparat Olympus mju 760 wydaje się łączyć obie te zalety, choć
bynajmniej nie są to jego jedyne atrybuty.

Olympus mju 760 dostępny jest w trzech wersjach kolorystycznych –
interesującej granatowej, ekstrawaganckiej czerwonej i eleganckiej srebrnej.
Testowałem egzemplarz w srebrnej lśniącej zbroi i choć nie jest to wersja
najbardziej zwracająca uwagę, to trzeba przyznać, że wzbudzała
zainteresowanie, gdy używałem jej w jednym z klubów. Mówiąc
językiem młodzieżowym - Olympus mju 760 jest idealny do lansu, a nawet można
go wykorzystać podczas podrywu. Poproszone, sympatyczne kobiety nigdy nie
odmówiły wykonania nim zdjęcia. Na ogół przyznawały także, że jest –
używając ich słownictwa - ładny. Nawiasem mówiąc najlepiej dać aparat
kompletnie nieprzygotowany do wykonania zdjęć, wówczas na etapie instruktażu
uruchamiania go i ustawiania z powodzeniem można nawiązać rozmowę. Czegóż
chcieć więcej – aparat podoba się kobietom. To chyba najważniejsze, wszak
choć i mi jego stylistyka przypadła do gustu, ciężko byłoby mi go
obiektywnie ocenić z racji swojej poważnej słabości do bardziej
zaawansowanych cyfrowych aparatów – lustrzanek.

Kończąc wywód o wyglądzie i budowie aparatu, Olympus mju 760 posiada obudowę
aluminiową i sprawia wrażenie solidnego (nic nie trzeszczy, gdy się mocniej
naciśnie, co niestety czasem zdarza się w przypadku innych kompaktów). W
kontekście takiej obudowy dziwi gwint, który jest plastikowy. Mój złośliwy
przyjaciel stwierdził wręcz, że „ten mały plastikowy ząb przekreśla cały
uśmiech”. Ja nie będę aż tak drastyczny w swej ocenie, powiem tylko, że
pozostawia to pewien niesmak.
Ach, niemal zapomniałem – aparat reklamowany jest jako urządzenie na każdą
pogodę, a dokładnie jako „nieprzemakalny”. Cóż, trzeba przyznać, że nie
zaszwankował podczas nocnych sesji w okresie, gdy pogoda bynajmniej nie
dopisywała (kilka centymetrów śniegu), a także przy mżawce. Bardziej
ekstremalnych eksperymentów nie przeprowadzałem.

Na tylnej ściance znajduje się spory, bo 2,5 calowy monitor, który daje
wyraźny obraz, między innymi dzięki bardzo dobrej rozdzielczości – 230 tys.
punktów. Także z tyłu znajduje się czterokierunkowy wybierak, którego
przyciski wzbogacone są też o podstawowe funkcje gotowe do użycia w trybie
fotografowania (korekcja ekspozycji, tryb makro, lampa błyskowa, tryby
podglądu, usuwanie zdjęć). Sterowanie jest zatem bardzo proste i już po
kilku minutach obsługi nawet laik zorientuje się w podstawach użytkowania.
Na uznanie zasługuje fakt umieszczenia z tyłu pokrętła trybu pracy aparatu.
Dzięki niemu możemy na przykład włączyć aparat i obejrzeć zdjęcia bez
wysuwania z korpusu obiektywu. Nie oznacza to bynajmniej, że trzeba
przekręcać te pokrętło ilekroć chce się dłużej przyjrzeć wykonanym zdjęciom.
Wciąż pozostaje bowiem do dyspozycji przycisk podglądu, który natychmiast
wyświetla ostatnio wykonaną fotografię.
Pokrętło pozwala także:
- przejść do katalogu zdjęć ulubionych (zapisywanych automatycznie w niskiej
rozdzielczości,
co ogranicza możliwości powiększania i oglądania fragmentów),
- przejeść w tryb fotografowania,
- przejść w tryb fotografowania w jednym z 23 programów tematycznych,
- użyć przewodnika, który odpowiada na podstawowe pytania każdego
początkującego fotografa,
- przejść w tryb rejestracji sekwencji wideo.
Wadą pokrętła jest fakt, że obracając je, mimowolnie „przechodzi się” przez
niepotrzebne w danej chwili opcje, które i tak wyświetlane są na ekranie
choćby na chwilę. Skutkuje to swoistym miganiem obrazu na ekranie – to tak
jakby pilotem telewizora trzeba było przejść przez program drugi i trzeci,
zamiast po prostu z pierwszego wskoczyć na czwarty. Nie jest to jednak
poważną wadą, a wydaje się wręcz naturalną konsekwencją istnienia pokrętła o
takim przeznaczeniu.
Aparat włącza się przyciskiem na grzebiecie – czas pełnej gotowości do
fotografowania oceniam jako bardzo krótki.
Funkcje obróbki gotowego zdjęcia nie robią dużego wrażenia, aczkolwiek
spełniają standardy. Wśród opcji jest funkcja usuwania efektu czerwonych
oczu, zmiany na czarno-białe i na sepię, dodawanie ramki, etykiety. Z
ciekawszych można natomiast wymienić tworzenie kalendarza – po wybraniu
zdjęcia wybiera się szablon, który następnie można wydrukować. Można także
modyfikować jasność i nasycenie zdjęć.

Olympus mju 760 ma funkcje generowania kalendarza z wybranym zdjęciem
- dostępnych jest kilka szablonów |
Ciekawa jest funkcja kalendarza. Na ekranie pojawia się kalendarz, a w nim
prócz numeru poszczególnych dni miniatury pierwszych zdjęć wykonanych w
danym terminie. Bardzo mi się to spodobało, bo to swoisty przekrój
fotograficznej działalności. Często używałem aparatu równolegle z cyfrową
lustrzanką, więc po pewnym czasie natychmiastowy wgląd w wykonane zdjęcia na
tle ostatnich dni, był bardzo interesujący. Zauważa się nawet pewne
tendencje, znudzenie jednym tematem i przejście do następnego, preferowanie
określonych tematów bliżej weekendu, a zgoła innych w środku tygodnia.
Wciągające, a zarazem w pewnym stopniu pożyteczne.
Prócz normalnego, manualnego przeglądania zdjęć, można się też zdecydować na
pokaz slajdów. Niestety nie ma możliwości modyfikacji czasu prezentacji
danego zdjęcia, zaś do wyboru są tylko cztery rodzaje pokazu – wśród nich
bodaj najbardziej opatrzone i w gruncie rzeczy mało atrakcyjne. Nie ma
dodatkowych wodotrysków w postaci na przykład podkładu muzycznego.
 |
 |
| Jakość wykonywanych zdjęć jest na bardzo
przyzwoitym poziomie, choć niestety fotografie wychodzą nieco zbyt
ciemne. Na monitorze aparatu mogą wyglądać bardzo dobrze, ale na ekranie
monitora wyraźnie widać, że obszary cieni są zbyt ciemne i konieczna
jest cyfrowa obróbka. |
Podsumowując...
Jako że duża i ciężka cyfrowa lustrzanka nie jest odpowiednia na każdą
okazję, warto wyposażyć się w kompakt taki jak Olympus mju 760, włożyć go do
kieszeni marynarki lub spodni i zawsze mieć przy sobie. Nigdy nie wiadomo,
kiedy w pobliżu pojawi się piękna dama, którą można by poprosić o wykonanie
pamiątkowego zdjęcia na tle... które tak naprawdę nie ma znaczenia! A mówiąc
poważnie – w trakcie testowania polubiłem fotografować tym aparatem i
niełatwo było mi się z nim rozstawać.

aparat do testu dostarczyła firma
Olympus Polska Sp. z o.o.
Olympus mju 760
specyfikacja
matryca z 7,1 milionami efektywnych pikseli (CCD, 1/2.3 cala)
3-krotny zoom (ekwiwalent 37-111 mm 1:3.4-5.7)
podwójna stabilizacja obrazu
2.5-calowy monitor LCD (230 000 pikseli)
brak celownika optycznego
czułość ISO 64, 100, 200, 400, 800, 1600
22 programy tematyczne
dwa rodzaje pomiaru światła
pamięć wewnętrzna 18MB plus gniazdo dla kart xD-Picture Card
połączone wyjście AV i USB
wymiary (szer. x wys. x gł.) 99 x 54 x 24.4 mm
waga 120 g
solidny, aluminiowy korpus
dostarczany wraz z oprogramowaniem Olympus Master, baterią LI-42B oraz
ładowarką baterii LI-40B
dostępny będzie począwszy od marca 2007
Więcej testów tutaj.
|