Obserwacja posunięć producentów aparatów
fotograficznych stanowi znakomitą podstawę do wnioskowania na temat
przyszłości cyfrowej rejestracji obrazu. Technologia bazująca na
światłoczułych materiałach jest skutecznie wypierana przez nowoczesne
technologie cyfrowe, a podstawą konkurencyjności biznesu stają się
wyłącznie osiągnięcia w dziedzinie elektroniki. Giganci ery analogowej
odchodzą w cień, na rynku pojawiają się nowi gracze.
Znakomitym przykładem
ilustrującym to zjawisko jest najnowsza historia Minolty, firmy która
kiedyś, razem z Canonem i Nikonem, zmonopolizowała rynek lustrzanek
autofokus. Choć nie każdy wie, że to właśnie Minolta jako pierwsza
wprowadziła na rynek małoobrazkowy aparat z automatyką ostrości, to na
pewno wszyscy pamiętają jej niezwykle udane, cechujące się rewolucyjnymi
rozwiązaniami lustrzanki serii Dynax. Miłośników systemu SLR Minolty nie
brakowało, stąd do dziś wielu jest posiadaczy skądinąd znakomitej
minoltowskiej optyki. Niestety, Minolta zbyt długo kazała im czekać na
udany model cyfrowej lustrzanki. Choć pierwsze aparaty tego typu –
RD-175 i RD3000 zaprezentowała stosunkowo szybko (1995 i 1999 rok), były
to dziwolągi, które poniosły całkowite fiasko. Gdy w 2004 roku światło
dzienne ujrzał wreszcie Dynax 7D, rynek lustrzanek cyfrowych był już
opanowany przez Canona i Nikona. W momencie debiutu tego aparatu Minolta
zresztą utraciła już swoją tożsamość, co było konsekwencją jej
połączenia w styczniu 2003 roku z posiadającą dwukrotnie większy kapitał
firmą Konica. Zarówno Dynax 7D, jak i wszystkie kompakty cyfrowe zaczęły
nosić oznaczenie „Konica Minolta”, co również było mało szczęśliwym,
językowym dziwolągiem.
Silna konkurencja eliminuje najsłabszych. Analitycy, którzy nie dawali
dużych szans koncernowi Konica Minolta w utrzymaniu się na rynku
fotograficznym, nie pomylili się. Na początku 2006 roku firma ogłosiła,
że z rynku tego się wycofuje, koncentrując się na pozostałych sektorach
swojego biznesu, takich jak systemy kopiująco-drukujące dla biur i
elektroniczne mierniki przemysłowe. Jednak fotograficzny know-how
Minolty w dziedzinie lustrzanek nie został zaprzepaszczony, przejęło go
bowiem Sony. Firmie tej, specjalizującej się w produktach
elektronicznych, dzięki przemyślanym działaniom udało się uzyskać
wiodącą pozycję także w sektorze cyfrowych aparatów fotograficznych. Jej
oferta, niezwykle bogata w różnej klasy kompakty, miała jedną lukę –
brakowało w niej cyfrowej lustrzanki. Już nie brakuje. W czerwcu, a więc
zaledwie pół roku po dokonaniu transakcji z Koniką Minoltą, która
umożliwiła wykorzystanie technologii stosowanych w lustrzankach serii
Dynax, Sony zademonstrowało światu swój pierwszy aparat tego typu –
Alpha DSLR-A100. Szybkość ta mniej dziwi, jeśli się weźmie pod uwagę
fakt, że rok wcześniej obie firmy oficjalnie ogłosiły rozpoczęcie
współpracy w dziedzinie konstrukcji cyfrowych lustrzanek. Konica Minolta
zajmować się miała takimi tematami jak autofokus, pomiar światła, oraz
jej innowacyjny system stabilizacji obrazu Anti-Shake, natomiast Sony –
udoskonalaniem matrycy rejestrującej, elektroniki aparatu i jego
zasilania. Nikt jednak nie przewidział, że efektem tej współpracy będzie
całkowite skonsumowanie przez Sony lustrzankowej marki Minolta. Dla jej
miłośników oznacza to przykrą wiadomość - nowych Dynaxów już nie będzie.
Na początek podkreślmy - Alpha DSLR-A100 jest prawdziwą lustrzanką z
wymienną optyką. Dotychczasowe konstrukcje Sony,
przypominające lustrzanki, określano po angielsku jako SLR-like. Najbliższe prawdziwym lustrzankom były leciwe
modele DSC-700 i DSC-770 z 1998 i 1999 roku, bowiem posiadały one
prawdziwy optyczny celownik TTL, ale były to lustrzanki typu all-in-one,
czyli z wbudowanym obiektywem. Późniejsze cyfrówki Sony rodzaju SLR-like,
w tym ostatnie DSC-R1 i DSC-H1 nie dość, że nie miały wymiennej optyki,
to jeszcze dysponowały celownikiem elektronicznym (EVF), a nie
optycznym.
Z perspektywy czasu wiemy już, że wprowadzenie przez Sony do oferty systemu lustrzankowego "z prawdziwego zdarzenia" okazało się słuszne. Aparat
cieszy się dużą popularnością i ma dobre recenzje. Z punktu widzenia
marketingowego na pewno posunięcie to wzmocniło prestiż Sony na
fotograficznym rynku. W dalszych sekcjach przedstawimy spory potencjał
tego urządzenia, ale również wskażemy jego niedoskonałości. |
|