|

Coraz więcej jest cyfrowych kompaktów, które trudno jednoznacznie
sklasyfikować pod względem grupy odbiorców. Producenci na różne sposoby
usiłują zachęcić do kupna danego modelu, niejednokrotnie posługując się
chwytami reklamowymi. Łudzą klientów całym bogactwem niezwykłych możliwości,
których część w praktyce okazuje się zupełnie bezużyteczna. Wydaje się, że
PowerShot S2 IS jest doskonałym na to przykładem.

Pierwsze wrażenie – nie do końca pozytywne
Aparat zdaje się spełniać wymogi obowiązującej mody – pięknie prezentuje się
na półce wśród pozostałych kilkudziesięciu srebrnych błyskotek. Wyróżnia go
jedynie szara powierzchnia uchwytu, który wygląda dość solidnie. Jak się
jednak okazuje, uchwyt ów jest na tyle niewielkich rozmiarów, że męska –
bynajmniej nie przesadnych rozmiarów – dłoń z trudem znajduje na nim dla
siebie miejsce. W konsekwencji okazuje się, że aparat będziemy trzymali w
zasadzie trzema palcami – serdecznym, środkowym i kciukiem. Mały palec nie
przyda się zupełnie – nie mając podpory, będzie wyginać się pod korpusem
aparatu. Kciuk natomiast dość intuicyjnie powędruje w wyznaczone przez
konstruktorów miejsce, aby ostatecznie rozciągnąć się na dwóch przyciskach:
SET oraz MENU. Każdorazowa próba zmiany ustawień przy pomocy kciuka naraża
aparat na wypadnięcie z dłoni, a także zaniża komfort użytkowania, chyba że
ktoś ma wyjątkowo wygimnastykowane dłonie. Osoby przyzwyczajone do wciskania
spustu migawki opuszkiem palca wskazującego będą skazane na niewygodę
związaną z koniecznością używania do tego celu… środka palca.
Zakładając jednak, że udało nam się uchwycić w miarę solidnie aparat i
przechylić go, aby przyjrzeć się przyciskom obok monitora, zostajemy
zaskoczeni niekontrolowanym zsunięciem się pokrywki obiektywu. Wcale nie
oznacza to, że była niepoprawnie założona. Pokrywka obiektywu w tym aparacie
ma to do siebie, że zsuwa się niemal zawsze, gdy obiektyw nie jest
skierowany powyżej osi. Co więcej, nic nie jesteśmy w stanie na to poradzić.
Nie daje się w jakikolwiek sposób zablokować pokrywki, a to oznacza, że
noszenie aparatu luzem na pasku, przewieszonym przez szyję lub ramię, jest
praktycznie równoznaczne z odsłonięciem obiektywu. Niezbyt to praktyczne,
biorąc pod uwagę troskę o optykę. Ładna pokrywka z napisem Canon okazuje się
zatem porażką na całej linii.
Oczywiście już przy pierwszym zetknięciu z aparatem kusi nas, by wypróbować
monitor, który można odchylać i obracać na różne sposoby. Jest to
rozwiązanie bardzo wygodne, a sprawdza się znakomicie na przykład podczas
fotografowania ze statywu – monitor obrócony do góry umożliwia oglądanie
sceny i jednocześnie łatwy, wygodny dostęp do przycisków oraz funkcji
aparatu. Nie trzeba się pochylać, przykucać, co zwłaszcza w trudnych
warunkach zwiększa komfort pracy. Istnieje możliwość wyboru spośród dwóch
trybów jasności monitora, więc zależnie od oświetlenia jest on podświetlony
bardziej lub mniej. Ponadto istotną jego cechą jest podgląd w czasie
rzeczywistym wykonywanego zdjęcia, to jest obserwowanie rezultatów
wprowadzonych wartości dla poszczególnych parametrów ekspozycji, czy
wybieranych funkcji balansu bieli, efektów kolorystycznych i tym podobnych.
Fotografowaną scenę możemy też oglądać przy pomocy wizjera elektronicznego,
który daje jednak obraz miernej jakości, zwłaszcza przy słabszym
oświetleniu.
Stabilizacja obrazu – myślenie życzeniowe

Stabilizacja obrazu w przypadku tak lekkiego, kompaktowego aparatu może być
rozwiązaniem bardzo dobrym, lub też podobnym do słodzenia zimnej herbaty z
nadzieją, że cukier przywróci bezcenny aromat gorącego napoju. Stabilizacja
w PowerShocie S2 IS dodana jest raczej głównie z przyczyn marketingowych, a
nie użytkowych, co zresztą potwierdza fakt znikomej liczby informacji na ten
temat w instrukcji aparatu. Wydaje się, że funkcja stabilizacji jest tu
swoistym „mydleniem oczu”, bo choć ostrość w dużym stopniu determinuje
wartość obrazu, to nadal główną cechą dobrego zdjęcia jest jego techniczna
jakość. Wprawdzie stabilizacja obrazu w pewnym stopniu wydłuża czas, jaki
można zastosować, aby wykonać ostre zdjęcie przy danej ogniskowej, ale
bynajmniej nie podnosi walorów technicznych zdjęcia. Świadomość tego faktu
jest przez fotoamatorów częstokroć pomijana, co skutkuje pewnym życzeniowym
myśleniem, najczęściej jednak już po zakupie aparatu.
Ręczne ustawianie ostrości – niespełnione pragnienie

Funkcja ręcznego ustawiania ostrości w kontekście nijakiego potencjału
monitorów w zakresie jej oceny, jest właściwie w kompakcie bezużyteczna.
Możemy jedynie dostrzec skrajny brak ostrości, gdy rzeczywiście rozmycie
obrazu jest bardzo duże. Dodatkowo, mając na uwadze małą wagę urządzenia
oraz niezbyt praktyczne położenie przycisków względem siebie, a co za tym
idzie – trudność utrzymania aparatu w całkowitym bezruchu, ręczne ustawianie
ostrości wymaga nadmiernego wysiłku i daje na ogół mierne rezultaty. Tak też
jest w przypadku PowerShota S2 IS. Manualne ostrzenie jest tu istną
karykaturą tej operacji w lustrzankach i tylko w nielicznych przypadkach
może się w ogóle do czegokolwiek przydać.
Tryby manualne – prawda czy fałsz?
Monitor udostępniający podgląd obrazu w czasie rzeczywistym w zestawieniu z
możliwością manualnego wprowadzania parametrów ekspozycji, czynią z
PowerShotaq S2 IS całkiem niezły aparat dla bardziej ambitnych fotoamatorów.
Jednak wydaje się, że – także i w tym przypadku – producent łudzi
potencjałem bardziej zaawansowanych urządzeń. W istocie bowiem manualne
ustawienia nie sprawdzają się wyłącznie do uzyskiwania poprawnej ekspozycji,
ale są również znaczącym narzędziem chociażby do kontroli głębi ostrości. W
przypadku PowerShota S2 IS praktycznie nie da się uzyskać efektu, który
polega na stopniowym przechodzeniu obiektów w coraz większy brak ostrości.
Możliwe jest w zasadzie tylko podzielenie obrazu na plan ostry i zmiękczony.
Każdy obiekt z planu nieostrego wygląda niemal tak samo, jakby był w
identycznej odległości od obiektywu, co pozostałe.
Dostęp do funkcji – bardzo dobry
Niewątpliwie PowerShot S2 IS należą się słowa uznania za łatwość dostępu do
poszczególnych funkcji. Nawet jeśli nie wiemy, gdzie szukać danej opcji, po
wejściu do menu szybko odnajdujemy stosowną kategorię, a w niej właściwą
funkcję. Kategorie ustawień są jasno zdefiniowane i nawet początkujący
użytkownik swobodnie powinien poradzić sobie w ich odnalezieniu i nawigacji
po nich, zwłaszcza że menu jest w języku polskim. Zmiany opcji również
przebiegają bezproblemowo, przemieszczanie i wybieranie funkcji jest łatwe,
choć – jak wspomniano na wstępie – wymaga niekiedy zaangażowania drugiej
ręki celem podtrzymania aparatu. Równie łatwo przebiega oglądanie zdjęć na
monitorze, zmiana trybu podglądu oraz aktywnego wyświetlacza (główny monitor
na tylnej ściance albo mały monitorem w wizjerze). Bez trudu i nadmiernego
wysiłku usuwa się obrazy. Nagrywanie filmów też nie sprawia kłopotów,
ponieważ konstruktorzy wprowadzili specjalny przycisk, który jest swoistym
odpowiednikiem spustu migawki – po wciśnięciu rozpoczyna się filmowanie.
Inne żale i troski posiadacza PowerShota S2 IS
Osoby o niewystarczająco drobnych palcach irytować będzie wyjmowanie karty
pamięci z aparatu. Mechanizm zabezpieczający kartę w jego wnętrzu został
zaprojektowany na tyle niefortunnie, że w przypadku męskiej dłoni do
wyciągnięcia karty może być konieczne użycie wypracowanej metody, na
przykład paznokciem za nieznaczne zagłębienie w jej kształcie.
Nabywca PowerShota S2 IS otrzymuje dysk z oprogramowaniem, kabel
umożliwiający podłączenie aparatu do telewizora, oraz kabel USB do
komputera. Oprócz tego w zestawie jest również karta pamięci – jej pojemność
jest jednak zatrważająco niewielka, więc można śmiało uznać, jakby jej wcale
nie było. Mowa o karcie 16 MB, na której zmieści się zaledwie kilka zdjęć w
wysokiej rozdzielczości. Zdaje się, że minęły już czasy, kiedy karty o tak
małej pojemności były dołączane wyłącznie celem sprawdzenia działania
aparatu, a konkurencja jest na tyle duża, że choćby minimalna dbałość o
klienta jest już kwestią przyzwoitości. Niestety, Canon najwyraźniej woli
inwestować w przesadzone reklamy.
Gwint do statywu jest niestety plastikowy, co w znacznym stopniu ułatwia
jego uszkodzenie. Na domiar złego nie pokrywa się z osią optyczną obiektywu,
co wygląda na błąd konstrukcyjny. Dodatkowo, po przykręceniu płytki
szybkowymiennej do gwintu, blokuje się klapkę osłaniającą baterie, więc aby
móc je wymienić, należy gwint „rozbroić”.
Aparat, mimo wielości mniej lub bardziej pożytecznych funkcji, umożliwia
wprawdzie dość duże zróżnicowanie w zakresie wielkości wykonywanych zdjęć i
ich kompresji, ale niestety nie daje absolutnie żadnej możliwości zmiany
formatu pliku. Jedynym dostępnym jest JPEG, a więc format stratny.
Wydawałoby się, że ze względu na wyraźnie duże aspiracje twórców tej
cyfrówki, przynajmniej minimalny wybór w tym zakresie byłby oczywisty.
Niestety, nie ma możliwości wykonania zdjęć ani w TIFF, ani w RAW.
Ocena
PowerShot S2 IS nie rozczaruje początkującego fotoamatora, a może nawet miło
go zaskoczy. Natomiast odbiór tego aparatu przez osoby, które miały
jakikolwiek kontakt z bardziej zaawansowanym sprzętem, lub lustrzankami,
będzie bolesnym uwstecznieniem. Aparat imituje potencjał droższych urządzeń
w sposób raczej niezdarny. Umieszczenie dodatkowo funkcji kamery
niewątpliwie kompromituje PowerShota S2 IS w oczach bardziej zaawansowanych
fotografów, chociaż początkującym użytkownikom może się to wydać ciekawym
dodatkiem.
Na zakończenie
Wydaje się, że na rynku aparatów cyfrowych trwa wojna. Po jednej stronie
frontu są producenci wyrażający pochlebstwa i absolutnie pozbawione
krytycyzmu opinie na temat najnowszych modeli, które po wprowadzeniu do
sprzedaży okazują się pod takim czy innym względem wadliwe. Natomiast po
drugiej stronie znajdują się dość zdezorientowani potencjalni ich nabywcy
oraz życzeniowo myślący posiadacze tych, reklamowanych coraz większym
nakładem, urządzeń. Biorąc pod uwagę szeroki wybór aparatów cyfrowych oraz
obecną „przechytrzeniową” politykę producentów, krytycyzm i wybredność
powinna być cechą każdego fotografującego.
Przykładowe zdjęcia




Najważniejsze cechy
matryca 2.5 cala, 5.2 miliona pikseli (5 milionów efektywnych)
12-krotny zoom (ekwiwalent 36-432 mm f/2.7-3.5) z optyczną stabilizacją
obrazu (IS)
procesor DIGIC II
nosnik pamięci – karta SD/MMC (w komplecie z aparatem karta 16 MB)
zapis zdjęć w JPEG
czułość ISO 50, 100, 200, 400
trzy rodzaje pomiaru światła – matrycowy, centralnie ważony. Punktowy
tryby ekspozycji – pełna automatyka (Auto), zaprogramowany (P), automatyki z
preselekcją czasu i przysłony (S, A), tryb ręczny (M), 11 programów
tematycznych, ustawienia własne użytkownika
korekcja ekspozycji w zakresie +/- 2 EV co 0.3 EV
zakres czasów migawki od 1/3200 s do 15 s
maksymalna szybkość zdjęć seryjnych – 2.4 klatki/s
wysokiej jakości klipy wideo (640 x 480 pikseli, 30 klatek/s), z dźwiękiem
balans bieli automatyczny, według wzorca, 6 ustawień predefiniowanych
3-stopniowa regulacja ostrości, kontrastu i nasycenia barw, tryby
kolorystyczne
autofokus z automatycznym lub ręcznym wyborem czujnika
minimalna odległość w trybie makro – 10 centymetrów
celownik elektroniczny
monitor LCD TFT ruchomy o przekątnej 1.8 cala, rozdzielczość 115 000 pikseli
port USB 2.0 i A/V
zasilanie z czterech akumulatorów AA
wymiary 113 x 78 x 76 mm
masa 505 g (z akumulatorami i kartą)
Zalety
duży zakres ogniskowych
łatwy i ergonomiczny dostęp do funkcji
wygodny obrotowy monitor
możliwości manualnych ustawień
Wady
aparat wygląda stylowo, ale jest dość nieporęczny, trudno go pewnie trzyma w
dłoni
stosunkowo mała liczba efektywnych pikseli matrycy
zapis zdjęć w tylko jednym formacie
spadająca pokrywka obiektywu
w zestawie karta pamięci o zbyt małej pojemności
Więcej testów aparatów cyfrowych
w czasopiśmie CYFROGRAFIA.
|